sobota, 3 listopada 2012

R.4

Do domu wróciłam pod 23:00.Mama już spała.Przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć ciągle myślałam o tym co wydarzyło się dzisiaj.Jutro jest sobota nie muszę iść do szkoły , nie będę go widziała.Zasnęłam.
Rano usłyszałam jakieś wrzaski.Zobaczyłam za oknem że przed domem stoi samochód taty.Zbiegłam na dół.
-TATA!-krzyknęłam ucieszona widząc tatę pierwszy raz od miesiąca.
-Cześć córeczko.-powiedział przytulając mnie i całując w czoło.
-Co się stało że przyjechałeś?
-Chcę Cię zabrać dzisiaj na wycieczkę.Zgadzasz się ?
-Ta...-Nie zdążyłam dokończyć bo mama się wtrąciła.
-Ja się nie zgadzam!
-Mamo a co Ty masz do gadania?Widzę tatę pierwszy raz od miesiąca  a Ty się mną nawet nie interesujesz! Poczekaj tata idę się ubrać - pobiegłam do pokoju
Ubrałam jakąś koszulkę i rurki zarzuciłam na siebie bluzę i wyszłam z pokoju zamykając drzwi na klucz.Pewnie jesteście ciekawi dlaczego.Moja kochana mamusia sprawdza mnie bo myśli że ćpam i palę...To nie absurdalne..
-Ok jestem gotowa.-powiedziałam
-Nie wpuszczę cię do domu - krzyczała mama za nami!
-I tak cię w nim nie będzie!
Wsiedliśmy do auta.Przez dłuższy czas panowałam cisza , tata nie wiedział o mnie nic , wydaje mi sie że bał się pytać.Tata był inny niż mama , mama musiał wszystko wiedzieć , a tata twierdził że starsi nie powinni mieszać się w życie nastolatków.Ma rację , nie znoszę kiedy coś kręci się wokół mnie..Niestety teraz w szkole jestem w centrum uwagi.
-Tato a gdzie my jedziemy?-spytałam do ta cisza mnie już irytowała
-Niespodzianka - powiedział uśmiechając się szczerze.
Dziwne..Tata i niespodzianki?Takk coś tu jest nie chaloo..
Jechaliśmy jakieś 60 minut.Stanęliśmy pod wielkim centrum Handlowym.
-Jesteśmy na miejscu -powiedział tata podchodząc do mnie kładąc rękę na moim ramieniu.
Weszliśmy do środka , centrum jest ogromne.Jestem tu pierwszy raz.
-Możesz wybrać sobie co tylko chcesz , w każdym sklepie co chodzisz - powiedział tata widząc moją rakcje.
-Ale tu jest strasznie drogo!Nie chcę cię wykorzystywać
-Przestań
Weszliśmy do sklepu z pięknymi sukniami , spodobała mi się fioletowa , poszłam ją przymierzyć.
Wyszłam z przymierzalni żeby pokazać się tacie , kiedy wszyłam na fotelu siedział Justin.Patrzał się na mnie i uśmiechał
-Cześć.Piękna suknia , świetnie w niej wyglądasz.-powiedział Justin patrząc się na mnie i uśmiechając się.
-Cześć , co Ty tu robisz ? dziękuję.
-Przyjechałem z Seleną , a Ty ?
-Ja z tatą.Ma dzień dobroci..
W tym samym momencie wyszła z przymierzalni Selena.
-Ooo co tu robi nasza pokraka? Stać cię na takie centrum ? -powiedziała patrząc się na mnie -Wyglądasz jak suka z ten sukni , lepiej oddaj mi ją a nie taki ktoś ją nosi.Prawda skarbie ? -skierowała wzrok na Justina
-Masz rację słonko.-powiedział Justin i spojrzał się na mnie jak na jakiegoś śmiecia.
Zrobiło mi się strasznie głupio i czym prędzej weszłam do przymierzalni.Usiadłam na ziemi i zaczęłam szlochać.Dlaczego on nie może jej zaprzeczyć ? przed chwilką mówił mi co innego.Kiedy jej nie ma jest zupełnie inny.Kochany , troskliwy. Ona go niszczy..Wychodząc z przymierzalni zauważyłam jak Selena klei się do Justina i robi swoje minki żeby Justin wydał na mną kase...A może Justin powinien kupić coś sobie.. nie pomyślała o tym ?Ach no takk ona myśli tylko o sobie.Wredna suka.
-I co kupujemy tą sukienkę ? - spytał tata i się ocknęłam.
-Nie tato..Jesteś śliczna ale wyglądam w niej strasznie... Nie chcę jej. -Powiedziałam.
Podobała mi się strasznie.Tata wziął o de mnie sukienkę i szedł w strone kasy.
-Tato co ty wyprawiasz ?
-Kupuje Ci sukienkę - powiedział uśmiechając się.
-Tato nie wariuj!!
Nie miałam żadnych szans żeby zabrać mu suknie..Staliśmy w kolejce za Justin'em i Seleną.
-Jesteś moją Favorite Girl.-Justin powiedział do Seleny.
Zatkała mnie..A zresztą co mam sie dziwić są razem..Selena przytuliła się do Justin'a i uśmiechneła się do mnie złośliwie.
-1500$ poproszę.powiedziała kasierka do Justina
ILE ? :O Czy ona zwariowała ? jak można tak wykorzystywać własnego chłopaka ?
Zapłacili i wyszli ze sklepu.
-Dzień dobry - powiedziała sympatycznie kasierka do nas. - 100$ poproszę.
-Proszę-powiedział tata.
-Tato nie trzeba było naprawdę!
-Przestań.Wiedzę Cię raz na miesiąc pozwól mi trochę na Ciebie wydać.
Poszliśmy do sklepu obuwniczego. Kupiłam sobie fioletowe obcasy żeby pasowały mi do sukienki.
 Tata kupił mi jeszcze parę nowych rzeczy do szkoły.Kupił mi nowe supry , oczywiście fioletowe :).
-Tato jestem głodna.-powiedziałam
-Chodźmy na obiad a potem na lody -odpowiedział tata.
Poszliśmy do jakieś restauracji , zamówiliśmy jedzenie , porozmawialiśmy , pośmialiśmy się czekając na jedzenie.Zjedliśmy i kierowaliśmy się w stronę auta.Tata miał wielkiego srebrnego Jipa.
-Pojedziemy na rynek , są tam dobre lody - powiedział tata.
Nasza podróż na rynek trwałam 30 minut ponieważ te centrum było oddalone od miasta.
Zajechaliśmy.Kupiliśmy lody i poszliśmy na ławkę koło fontanny.
-Jak Ci się mieszka z mamą ?- zaczął tata
-Mama nie jest zła , ale wiesz że dla niej liczy się tylko praca.Nie przejmuje się mną.-odpowiedziałam-Tata a właściwie to coś się stało że zabrałeś mnie do centrum i kupiłeś mi takie drogie ciuchy ?
-Właściwie to nic takiego , no ale lepiej żebyś wiedziała.Wyprowadzam się z Denis do Polski i nie chciałabyś pojechać z nami ?
-Ale Denis za mną nie przepadam..-zdziwiłam się.
-Też sie zdziwiłam ponieważ Denis to zaproponawała.
-A czemu do Polski ?
-Denis ma tam rodzinę której chce być bliżej.
-Tato ja mam tu przyjaciół i nie chcę wyjeżdżać.- powiedziałam okłamując go.Najchętniej uciekłam bym ztąd jak najdalej.Ale nie chcę zostawić Sophi i będę tęsknić za wicie kim...
-Ale jak byś zmieniła zdanie to masz czas do środy.W środę się wyprowadzam.
-Tak szybko? -zdziwiłam się.
-Tak.
-Tato ... ale będziesz mnie odwiedzać ? - powiedziałam patrząc się na niego.
-Oczywiście! Co za głupie pytanie - powiedział przytulając mnie bardzo mocno -Kocham Cię -szepnął mi do ucha całując mnie w czoło.
-Ja Ciebie też tato.
W drodze do domu myślałam o tym wszystkim  co mówił mi tata i te wydarzenie w sklepie i jego słowa " Jesteś moją Favorite Girl ".Muszę się z tym pogodzić.On ją kocha a ona nie wiem sama.Czy to jest naprawdę miłość czy nie..Ale widać że on ją naprawdę kocha.Ona leci na jego kasę , na jego seksapil.Jest bogaty to każdy wie , ale czy to ważne ? ważne co jest w środku a nie na zewnątrz..Kochać można wiele razy ale miłości nie da się oszukać.Kocha się albo jest się oszukiwanym.W przypadku miłości Justin'a i Seleny jest inaczej..Nie wiem jak..Nie potrafię tego opisać.Ja Go kocham naprawdę , on udaje przed innymi kogoś kim nie jest , po co ? Doskonale wiem jaki jest.Nie jako JUSTIN BIEBER jako zwykły Kanadyjczyk którego marzenia sie spełnili.Inny widzą go jako sławnego chłopaka który ma dużo kasy i który może wszystko.On taki nie jest.Jest inny.Żeby tego dostrzec trzeba wierzyć że kiedyś będzie ten piepszony dzień i on zmądrzeje i powie sobie koniec.Skończy tą całą szopkę i przejrzy na oczy i zobaczy że jest pewna osoba która widzi w nim kogoś innego i ta osoba zbierze się na odwagę i nie będzie już szarą myszką która chowa się przed każdym jego spojrzeniem , która po prostu kiedyś powie mu Kocham Cię.

sobota, 27 października 2012

R.2

Rano było słonecznie.Tak jak to sobie zaplanowałam do szkoły przyszłam na ostatnią chwile.Dziś po lekcjach umówiłam się z Sophi i jej siostrą Angel na zakupy do Port Angeles , ponieważ muszą kupić sobie sukienki wieczorowe na bal.Ja nie idę.Nie mam z kim. Sophi idzie z Mike'm a Angela z Erickiem.
Lekcje zleciały mi dość szybko, może dlatego , że nie spotkałam Kathrin i spółki? Nie wiem , cieszę się że nie zostałam jak NA RAZIE upokorzona przed wszystkimi.
Po szkole wpadłam na chwilę do domu zostawić książki i przy okazji zostawiłam mamię karteczkę z informacją gdzie będę.Zresztą co ją to obchodzi.Ona ma swój świat..Wyszczotkowawszy szybko włosy , przełożyłam wyświechtany portfel z plecaka do rzadko używanej torebki , a Sophi podjechała pod mój dom.Sophi miała już prawo jazdy.Sophi prowadziła auto szybciej niż mama więc do Port Angeles dotarłyśmy przed czwartą.
Sobotni bal miał być czymś pośrednim pomiędzy prawdziwym balem a dyskoteką.
-Taylor rozpowiada na prawo i lewo że idzie z tobą na bal.-powiedziała Sophi
-Rozpowiada ? - Myślałam że się przewróce
-A nie mówiłam że facet kręci ? - Powiedziała pewna siebie Angel'a.
-To dlatego Lauren ciebie nie lubi - Zachichotała Sopi
-Czy sądzisz , że jeśli przejadę Taylora furgonetką , to przestanie pierdolić głupoty ?
-Haha możliwe.
Dziewczyny wybierały sukienki a ja się nudziłam prawiąc im tylko komplementy.
-Wiecie co , ja skoczę do księgarni i spotkajmy się za godzinę pod restauracją , zgoda ? - powiedziałam.
-Okej - powiedziały równo dziewczyny
Wiele ludzi wracały właśnie z pracy i ruch był spory.Wędrowałam nieznanymi ulicami , mając nadzieję , że zmierzam w kierunku centrum.Na nadziei się kończy - pogrążona w coraz większym smutku , nie zwracałam należytej uwagi czy dobrze idę.Starałam się nie myśleć o całej tej sytuacji która się wczoraj wydarzyła.Miałam jeszcze dużo czasu do spotkania z koleżankami.Stopniowa zaczęłam sobie uświadamiać że zamiast do centrum trafiłam na obrzeża miasta.Tymczasem zza rogu właśnie wyszła grupka czterech mężczyzn.Sadząc po stroju  , ani nie wracali z biura do domu ani nie  byli turystami.Po chwili zdałam sobie sprawę , że są niewiele starsi ode mnie.Żartowali głośno , rżąc i popychając się przyjaźnie.Zaczęłam iść skrajem chodnika, żeby ustapić im miejsca.Maszerowałam raźno , patrząc prosto przed siebie.
-Hej tam! - krzykoł jeden z chłopaków , kiedy mnie mijali.
-Hej - mruknęłam , odruchowo.Odwróciłam wzrok i ruszyłam odruchowo.
-Czekaj no! - Krzyknął któryś , ale z pochyloną głową znikłam już za rogiem , żegnana rechotem.
Robiło się coraz ciemniej , a z zachodu nadchodziły niewielki chmury.Ponieważ zostawiłam kurtkę w aucie , wieczorny chłód zaczął dawać się we znaki.W pewnej chwili , gdy resztki słońca skryły się za chmurami i odwróciłam głowę , żeby rzucić im karcące spojrzenie , zauważyłam z przerażeniem , że kilka metrów za mną idzie dwóch młodych mężczyzn.Obaj należali do mijanej niedawno przez ze mnie czwórki chłopaków.Wyprostowałam się szybko i przyśpieszyłam krok.Po obu stronach ulic ciągneły się pozbawione okien i drzwi ściany.W oddali , dwa skrzyżowania dalej , widać było latarnie.Ale nie miało to już znaczenia.Nie mało znaczenia ponieważ w połowie drogi , oparci o mur , czekali na mnie dwaj poznani mężczyźni.
Uświadomiłam sobie że nie byłam śledzona.Zostałam otoczona.
-Kogo my tu mamy!-powiedział jedne z nich
-Trzymaj się ode mnie z daleka!
-Nie bądź taka ostra maleńka!
Nagle zza rogu wyjechało auto.
Wysiadł z niego brązowooki chłopaka
-Wsiadaj! - krzykął do mnie
Ruszyliśmy z piskiem opon w stronę tych mężczyzn , a oni odskoczyli na chodnik.
-Zapnij pas!
Spojrzałam na mojego towarzysza uszczęśliwiona.
-Zapnij ten cholerny pas nie słyszysz! - powtórzył się chłopak z groźniejszym tonem
Zapiełam pas aby go bardziej nie denerwować.
Zatrzymaliśmy się na parkingu.
-Wszystko w porządku ?
-Tak.Dziękuję - odpowiedziałam
-Skąd wiedziałeś gdzie ... - nie skończyłąm kiedy Justin otworzył drzwiczki po mojej stronie - Co robisz ?
- spytałam zdziwiona
-Zabieram cię na kolacje.Musimy porozmawiać.
Przed wejściem do restauracji zauważyłam jak Sophi i Angel wychodzą z restauracji.
-Gdzie Ty do cholery byłaś ? - spytałam wkurzona Sophi
-To moja wina , zagadałem ją - powiedział Justin kiedy już chciałam powiedzieć jej o wszystkim.
-Sorry ale ja dziś zjem kolację z Justin'em.-powiedziałam uśmiechając się pokryjomu do Sophi
-Nie ma sprawdy my już dałyśmy , byłyśmy głodne czekaniem na ciebie.
 Weszłam z Juju do restauracji i zajeliśmy miejsce przy stoliku.Zamówiliśmy jedzienie.
-Skąd wiedziałeś gdzie jestem?-powiedziałam
-Śledzę Cię od samego po południa , musiałem z tobą porozmawiać o wczorajszej sytuacji.
-Ohhh...
-Słuchaj. To co wczoraj powiedziałem nie było na prawdę.Przepraszam też za wszystko co robimy Ci w szkole.
-Justin .... jestem Twoją fanką.. - powiedziałam.A jego mina momentalnie się zmianiła.
-Jak to ?
-Jestem Belieberką , mimo tego co ze mną robicie w szkole nie przestałam Cię Kochać.Ranicie mnie codziennie a ja czuję się okropnie patrząc jak się ze mnie naśmiewasz.
-Przepraszam.Nie miałem pojęcia.Nigdy w życiu nie skrzywdziłbym dziewczyny , a tym bardziej swojej fanki.Przepraszam
Nie odpowiedziałam nie byłam w stanie.Poprosiłam go tylko aby odwiózł mnie do domu.














piątek, 26 października 2012

R.1

Cześć.
Mam na imię Dei dla przyjaciół Di.Zresztą jakich przyjaciół ? Mieszkał w Los Angeles.
Mam 16 lat i chodzę do Liceum muzycznego , kocham śpiew.
Jestem fanką Justin's Bieber's który chodzi do mojej szkoły lecz za mną nie przepada.Mieszkam dwa domu dalej od niego.I co z tego jeśli i tak ze mną nie rozmawia..
Justin jest zauroczony Seleną która kiedyś była moją najlepszą przyjaciółką , zmieniło się to od kiedy poznała Justin'a..
Justin nie ma pojęcia , że jestem jego fanką , a może to dobrze ?
W szkole nie jestem lubiana od pewnego wypadku.. A mianowicie..
Szła sobie spokojnie po szkoły , weszłam do klasy usiadłam w ławce i jakoś w połowie lekcji wszedł do klasy Justin wtedy jeszcze nie wiedziałam , że on wgl chodzi do tej szkoły. Oczywiście myślałam że oszaleje, powstrzymałam się od tego.Na przerwie szłam zamyślona tą całą sytuacja co stołówki , weszła , wzięłam sok i szłam w stronę stolika kiedy nie zauważyłam kogoś nogi i cały sok wylałam na największą "sławną" , wredną dziewczynę w szkole....Wszyscy się pewnie domyślają jak to się skończyło.
Kathrina - Najwredniejsza larwa w szkole , 17 lat , Los Angeles, zauroczona po uszy w Justinie Bieberze , nienawidzi Dei.
Selena Gomez - Była najlepsza przyjaciółka Dei , dziewczyna Justina Biebera , przyjaciółka Kathrin.
Justin Bieber - Sławny nastolatek , który podbija świat , chłopak Seleny , nie przepada za Dei.
Morgen - Mama Dei , zainteresowana tylko swoją karierą fotograficzną.
Thomas-Tata Dei , rozstał się z jej mamą , ma nową żonę Denis.
Sophi- Nowa kumpela Dei.



R.1
Szłam do szkoły z Sophi , ona mnie rozumiała , była nowa w szkole , pomagałam jej a ona mi.Bałam się tego dnia , bałam się co teraz wymyśli Kathrin..Ją było stać na wszystko.
-Di nie bój się wszystko będzie dobrze - powiedziała Sophi widząc moją minię patrzącą na wejście szkoły.
-Obyś miała rację.-powiedziałam niepewnie
Weszłyśmy do szkoły i kierowałyśmy się w stronę szatni aby oddać kurtki.Ona tak była..
-Cześć pokrako - Powiedziała Kat , która stało z Seleną i Justinem pod szatnią -Jak się miewasz ?
-Lepiej niź ci się wydaje.
Ominęłam są przez przypadek szturchając Justina barkiem.
- Oj przepraszam!-powiedziałam od razu
-Pokraka - usłyszałam te słowo wydybywające się z jego ust.
Cała zadrżałam.Sophi pocieszyła mnie wiedząc że to wszystko się źle skończy.
-Nie wytrzymam tu całego dnia - burknełam pod nosem.
-Mówiłaś coś?-powiedziała Sopi
-Nie - powiedziałam udając uśmiech.
Lekcja Hiszpańskiego zleciała dość szybko. Na przerwie udałyśmy się na lunch.Bałam się tego miejsca
Weszłyśmy do stołówki , wzięłyśmy jedzenie i szłyśmy do stolika.
Na stołówkę weszła Kathrin i spółka , Juju trzymał się z Sel na rękę i namiętnie przytulali.Taaakkk jest słodki..
-Oooo kogo my tu mamy- powiedziała Kat do mnie.
-Czy możesz dać sobie już spokój? To jest naprawdę żałosne , to co wydarzyła się tydzień temu było nie chcący a ty nie dajesz Di żyć! -Powiedziała wkurzona Sophi
-Hahaha , dziewczyno jakaś ty  żałosna! Nie dam jej już nigdyy dość!
Te słowa mnie przeraziły.Kat przymała kubełek lodów i cały ten kubełek z lodami rzuciała na mnie!
-Upsss to było nie chcący!-Powiedziała złośliwie
Wszyscy na stołówce zaczęli się śmiać a ja zapłakana i ubrudzona wybiegłam ze stołowi.
Sopi wybiegła za mną.
-Di nie przejmuj się tą szmatą ona jest nic nie warta! Chce Ci pokazać że jest lepsza , a Ty nie możesz jej tego udowodnić! Pokaż co potrafisz!
-Nie mam już siły! Rozumiesz! Codziennie jestem przez nią dręczona , a najgorsze jest to że na oczach Justina! Wiesz przecież że coś do niego czuje..
Nie widząc że Sel była w łazience i wszystko słyszała.
-Hahahha - usłyszełyśmy śmiech Sel - NASZA SZKOLNA POKRAKA ZAKOCHAŁA SIĘ W JUSTINIE BIEBERZE! - Selena wypowiedziała te słowa na cały korytarz.Wszyscy zaczęli się śmiać nawet Justin!
-Hahahaha co ona sobie wyobraża!-Powiedziała Justin
Zapłakana , wkurzona wybiegłam ze szkoły.Nie miałam ochoty siedzieć dalej na lekcjach i słuchać jaka to jest głupia , nienormalna , pokraka .. mam tego serdecznie dość!
Kiedy wróciłam do domu weszłam do łazienki i wyciągnęłam pudełko z żyletkami , nie wiedziałam co robię.Bałam się.Nie mogłam inaczej tego znieść , musiała to zrobić ale nie chciałam, naprawdę.Zrobiłam sobie 4 reski na ręce , zawinęłam bandażem i położyłam się na łóżku myśląc że się już nie obudzę.
Nawet nie zdążyłam zamknąć oczu kiedy usłyszałam pisk mojego psa.Ach no tak chce wyjść na dwór , pewnie mama byłą tak zainteresowana pracą że zapomniała wyjść na dwór z Buenem.Wzięłam słuchawki i smycz.Włożyłam słuchawki w uszy i włączyła Be Alright.Bueno był szczęśliwy latał po łące i się wygłupiał , spacerowała z nim chyba z 30 minut.Wróciłam do domu , położyłam się do łóżka.Już chciałam zasnąć kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.Zeszłam na dół żeby otworzyć.To była Sophi.O nie będę się musiała jej tłumaczyć , naciągnęłam rękaw na zabandażowaną rękę i otworzyłam drzwi.
-Dlaczego uciekałaś?
-A co miałam tak stać i patrzeć jak się wszyscy ze mnie śmieją ? Sophi ja nie daje sobie już rady.Nie mam chwili spokoju.
-Di musisz tej suce pokazać że jesteś silniejsza od niej.Ja wiem jaka ona jest.
-A skąd to wiesz?
-Przyjaźniłam się z nią kiedyś.
-Jak to ?
-No tak.
-A dlaczego się już nie przyjaźnicie ?
-Zrobiła się sama wiesz jaka... Odbiła mi mojego byłego chłopak a potem tak po prostu mnie olała , wyprowadziłam się i straciłam z nią kompletnie kontakt, i dopiero teraz się z nią spotkałam w szkole po tych 3 latach kiedy straciłam z nią kontakt.Ona wymięknie kiedy pokażesz jej że jesteś silniejsza.Naprawdę uwierz mi! A ja teraz musze lecieć do domu , mama się denerwuje, trzymaj się , do jutra w szkole wpadnę po Ciebie - powiedziała odchodząc od mojego domu.
Poszłam do pokoju , zrobiłam lekcje i położyłam się spać.